Kompas

Mateusz Waligóra - Podróżniczy wyczyn roku!

Pierwszy, który samotnie przeszedł pustynię Gobi

Mateusz Waligóra – jako pierwszy przeszedł samotnie pustynię Gobi, największą pustynię w Azji. Wcześniej wraz z żoną przemierzał na rowerze Amerykę Południową. Przeszedł Salar de Uyuni, czyli największą pustynię solną świata, samotnie kroczył po Atacamie oraz przejechał rowerem Canning Stock Route – najdłuższy i prawdopodobnie najtrudniejszy szlak poprowadzony na Ziemi. Poniższy artykuł został napisany w oparciu o zapiski z bloga: http://walkthegobi.com/.

Nominowanych było kilku

Rankingi mają to do siebie, że są subiektywne, zgodne z myślą autora, a niekoniecznie z myślą czytelnika. W każdym razie z podsumowaniami podróżniczymi jest pewien kłopot, ponieważ mieszają się one z tymi sportowymi, głównie na tle ekstremalnym. Dlatego też jako wyczynu roku nie zaliczyłem chociażby zjazdu na nartach z K2 przez Andrzeja Bargiela, które niewątpliwie również było wielkim wydarzeniem. Mając na myśli definitywnie podróżnicze przedsięwzięcia, warto wspomnieć na przykład o Szymonie Kuczyńskim, który najmniejszym jachtem w dziejach opłynął kulę ziemską bez zawijania do portu. Tymczasem – dlaczego Mateusz Waligóra?

Determinacja Waligóry

Prawie dwa miesiące zajęło naszemu rodakowi przejście największej pustyni Azji samotnie. Ostatnie słowo poprzedniego zdania jest kluczowe dla całego przedsięwzięcia. W minionych latach inni podróżnicy pokonywali bezkresne tereny Gobi, jednakże czynili to z pomocą wielbłądów, załóg samochodowych, wsparcia z zewnątrz. Wyprawa Waligóry od początku była samowystarczalna. Dlatego też samotne przejście z punktu A do B zakładało niepozostawianie depozytów na trasie. Cały bagaż transportuje się na własną rękę. Za każdy błąd, zboczenie z trasy, rozbicie namiotu, zorganizowanie wody odpowiadał sam. 13 sierpnia 2018 roku z pomocą specjalnie przygotowanego wózka, na którym trzymał wodę, żywność i ekwipunek wyruszył z Bulgan w Mongolii. Zabrał ze sobą przede wszystkim ciepłą, puchową kurtkę i ciepłą bieliznę – temperatura w nocy na pustyni spadała kilkanaście stopni poniżej zera. Z kolei w dzień temperatura wynosiła 35 stopni Celsjusza. Jak sam powiedział, do wyprawy przygotowywał się trzy lata, a od dwóch lat wiedział, że jedzie na Gobi.

Piasek i woda na pustyni

Wózek momentami ważył ponad 200 kg. W momencie, kiedy dziennie zapotrzebowanie na wodę wynosi około 10 litrów, jej zapasy były podstawą. Tym bardziej, jeśli przygotowane wcześniej mapy z zaznaczonymi studniami nie pokrywały się z rzeczywistością. Bez jedzenia człowiek jest w stanie przeżyć kilka tygodni, bez wody – trzy, cztery dni. Po drodze na Waligórę czekało mnóstwo innych zagrożeń. Jeśli mówimy o pustyni, nierozerwalnie musimy pamiętać o burzach piaskowych. Wysokie na kilka kilometrów tabuny piasku przez kilka godzin przetaczają się przez bezkres, wypełniając każdy zakamarek, wsypując się w każdą, najmniejszą szczelinę. Poza tym pustynia to przede wszystkim siedlisko węży, skorpionów i pająków.

Góry i opony na Gobi

Warto wspomnieć, że wyprawa przez Gobi, to nie była tylko piaszczysta przechadzka. Pierwszy etap zakładał przedostanie się przez góry Ałtaj i pokonanie przełęczy znajdujących się 2000 metrów ponad poziomem morza. Wdrapanie się z wózkiem ważącym kilkadziesiąt kilogramów nie może należeć do najłatwiejszych czynności. Pustkowie to także bezkresne łany kamieni i karłowatej roślinności, z której każda kolejna próbuje przebić się nie tylko przez buty, spodenki, koszulkę, ale też przez dętkę i nie raz im się to udawało. Klejenie opon to z góry przewidziana rozrywka na takie wyprawy. Czasem raz, czasem siedem razy na dzień, właściwie im bliżej końca, tym częściej.

Pustynne znajomości Waligóry

Na pustyni rzadko zdarzają się przygody, chyba, że delikatnie odejdziemy od klasycznej definicji. W końcu nie nazwiemy nagłym zwrotem akcji zagubienia się na pustyni. Wbrew pozorom, nie są to dawne lata i zupełnie dzikie miejsca, nie wszystkie. Co jakiś czas nasz rodak napotykał na swojej drodze kolejnych ludzi. Nudy nie było. Mając na uwadze, że mongolskie plemiona od wieków preferują raczej koczowniczy tryb życia, można przystać na tę wiadomość. Tymczasem w dzisiejszych czasach nomadowie niekoniecznie poruszają konno. Dziś używają do tego maszyn, samochodów, busów.

„Innym razem nomadowie wytoczyli się z busa z butelką wódki w ręce. Wypiłem jedną nakrętkę, żeby ich nie urazić, a kolejnej odmówiłem, tłumacząc się zmęczeniem”.

Na pewnym obszarze pustkowie zostało już nieco zurbanizowane. Jednym z przykładów wiosek, przez które chciał przejść Waligóra była wioska Bayantorooi. To mogłoby być dobre miejsce na odpoczynek i zadbanie o higienę. Wygląda jednak na to, że nic takiego się nie wydarzyło. Wioska nie ma bieżącej wody. Mieszkańcy korzystają ze studni, przynosząc wodę do swoich domostw. Oprócz ludzi Waligóra spotykał na swojej drodze także zwierzęta, nie tylko te, o których pisałem wcześniej.

„Przez te trzy dni towarzyszył mi pies. Przyczepił się za Bulgan i podążał moim śladem. Na początku nie reagowałem, później próbowałem go odgonić, ale zawsze wracał. Przeszedł ze mną 94 km. Kiedy zobaczyłem, że rankiem zlizuje szron z namiotu, nalałem mu wody i poczęstowałem suszoną wołowiną”.

Mapa na pustyni jest podstawą

Wracając do zagubienia się na pustyni. Wbrew pozorom, klasyczna definicja nie wskazuje na obecność ścieżek i ludzkich osad na trasie. Skoro jednak nakreślono już przebieg wyprawy, warto wspomnieć o drogach, których na pustkowiach może być całkiem wiele. Podejrzewam, że dla naszego bohatera dwie, trzy, to mogło być wiele, momentami, za wiele. Waligóra zabrał ze sobą pięć map. Ta rosyjska okazywała się być spośród ich wszystkich najlepszym przyjacielem, na pewno do czasu. W pamiętnikach na blogu opisuje, że chcąc dostać się do osady Shinejinst przez góry, mógł zaufać tylko tej mapie, która nigdy wcześniej go nie zawiodła. Teraz tylko ona pokazywała, że istnieje tam droga. Niestety w pewnym momencie ścieżka gdzieś zaginęła, może w jednym z wąwozów, może zatrzymała się na którymś z kamieni.

„Podczas przekraczania jednego z koryt wózek popchnął mnie do przodu i skręciłem lewą nogę. Boli, kuśtykam, jem dziennie dwa ketonale. Problem mam też z prawą nogą, bo boli mnie ścięgno Achillesa”.

Do tego na trasie dokuczały mu otarcia ud, pachwin, ból stawów, kolan i bioder, biegunka, dłoń sklejona klejem do opon, rany na stopach, pęcherze. „Wszystko na własne życzenie, panie Waligóra!” – łatwo mi powiedzieć zza szklanego ekranu. 

58 dni, 1785 km, pustynia Gobi, Mateusz Waligóra

Po 58 dniach i 1785 kilometrach Mateusz Waligóra dotarł do miejscowości Sainshand jako pierwszy człowiek, który samotnie przeszedł mongolską część pustyni Gobi – największej pustyni w Azji. W jednym z wywiadów powiedział:

„Chciałoby się przenieść te sytuacje, emocje, spokój i uczucia z pustyni na życie codzienne. Że chciałoby się żyć tak, jak na tym pustkowiu – bez szumu informacyjnego, tych wszystkich pierdół, którymi codziennie zaprzątamy sobie głowę. Żeby cel, do którego zmierzamy, był zawsze tak jasny. A jednocześnie, żebyśmy potrafili być tak prawdziwi. Na co dzień przybieramy role ojców, szefów, pracowników. Pani teraz przybiera rolę dziennikarki Onetu, a ja zagorzałego podróżnika, udzielającego wywiadu. Na pustyni niczego nie udajemy, bo nie ma przed kim. Jesteśmy dokładnie tacy, jacy jesteśmy naprawdę. To jest fascynujące”.

Wyczyn roku 2018!

Takie przedsięwzięcia zawsze wzbudzają w ludziach mieszane uczucia. Z jednej strony, ja jako człowiek młody i pełen żądzy zdobywania świata kibicuję takim wyprawom. Patrząc jednak z innej perspektywy, można odnieść wrażenie, że jest w tym coś może nie egoistycznego, ale coś w rodzaju braku ludzkiej pokory, może poszanowania dla świata. Nie mam na myśli tylko tego konkretnego przypadku, a dziesiątki innych o podobnym zabarwieniu.

 

Mówi się, że ludzie dzielą się na tych, którzy nie rozumieją chodzenia po górach i na tych, którym tego nie trzeba tłumaczyć. Jest to bezsprzecznie związane z wypowiedzią przytoczoną w poprzednim akapicie. Jako przedstawiciel tej drugiej grupy, entuzjastów górskich wędrówek, czekam na kolejne wyprawy z podziwem, niepokojem i zainteresowaniem. Dlatego też, mając na uwadze ogrom przygotowań, poświęcenia i samozaparcia, samotne przejście pustyni Gobi przez Mateusza Waligórę, zostaje podróżniczym wyczynem minionego 2018 roku!

 

Zdjęcia pochodzą z http://walkthegobi.com/pl/

Rysy korona gór polski

Siemanko! Ja jestem Karol, a Ty właśnie odwiedzasz moje miejsce w sieci. Znajdziesz tu informacje ze świata (mojego), kilka opinii i trochę faktów, o tym gdzie bywam i co odwiedzam. Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej, kliknij tutaj.

Jeśli masz chwilę, zerknij tu:

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments