Zwiedzanie Los Angeles! Wielkie miasto, niemały zawód. Dzień 6.

Po wizycie za wschodnim wybrzeżu pora na część zachodnią! Tę o wiele bogatszą w cuda natury, a o to nam właśnie chodzi. Nie mniej jednak, trzeba gdzieś dolecieć, wypożyczyć samochód i złapać klimat Kaliforni. Chyba nie ma lepszego miejsca na rozpoczęcie wyprawy, niż Los Angeles!

Dzień 6 – 25 sierpnia

Zwiedzanie Los Angeles

Po wizycie za wschodnim wybrzeżu pora na część zachodnią! Tę o wiele bogatszą w cuda natury, a o to nam właśnie chodzi. Nie mniej jednak, trzeba gdzieś dolecieć, wypożyczyć samochód i złapać klimat Kalifornii. Chyba nie ma lepszego miejsca na rozpoczęcie wyprawy. Czas na zwiedzanie Los Angeles!

10:00

Po przylocie na zachodnie wybrzeże razem z Natalią wyczekujemy na pozostałych towarzyszy. Niecałą godzinę później docierają do nas Monika i Iza, które będą pełnić rolę kierowców, opiekunów i przewodników w jednym. Ponieważ wesoła ekipa jest już w całości, czas na podbój Miasta Aniołów! Ale zaraz, zwiedzanie Los Angeles z walizkami? Na to już mamy plan i tym razem nie chodzi tu o przechowalnię bagażu. Stajemy na lotniskowym terminalu autobusowym. Stamtąd jedziemy do pierwszego ważnego miejsca na naszej trasie podróży – wypożyczalni samochodów. Korzystamy z usług firmy Alamo. Szerzej o tym procederze napiszę w innym wpisie, tymczasem na miejscu dostajemy do wyboru kilkanaście modeli, które akurat są dostępne na parkingu. Głównym czynnikiem, który decyduje o tym, dlaczego wybieramy akurat Nissana Altimę jest przestrzeń w bagażniku. Ten samochód oferuje jej zdecydowanie najwięcej, co przy naszych bagażach jest kluczowe. Przecież walizki, namioty, śpiwory i materace trzeba gdzieś upakować. Poza tym wysokość podwozia jak na samochód nie terenowy jest odpowiednia, a jazda po Dzikim Zachodzie lepiej, żeby nie skończyła się dodatkowymi kosztami. Zatem czas na zwiedzanie Los Angeles!

12:00

Około południa docieramy do motelu na przedmieściach, a dokładnie do Sea Breeze Inn. Ponieważ w Polsce nie znalazłem amerykańskich moteli, a oglądając amerykańskie filmy jak gąbka chłonąłem tajemniczy klimat tych miejsc, kryjących niezwykłe historie amerykańskich bohaterów, czy też zwykłych morderców, handlarzy i spłukanych biznesmenów, od zawsze chciałem przespać się w takim ośrodku. Udało się! Miejsce przede wszystkim tanie i klimatyczne, a o to chodziło. Tymczasem po rozpakowaniu się czas na prysznic i uroczyste wylegiwanie się. Kilku i kilkunastogodzinna podróż samolotem potrafi zmęczyć. Chwila odpoczynku, wsiadamy w samochód i kierujemy się w stronę wzgórz. Przejeżdżając przez peryferie miasta, chłoniemy klimat kalifornijskiej ziemi. Spalona słońcem żółtawa gleba, strzeliste palmy i palące słońce podpowiadają, że zaczyna się coś zupełnie nowego i wygląda na to, że lepszego, niż obserwowałem na wschodzie USA. Natura > miasta, wiadomo. Ahh… gdybyście tylko widzieli nasze uśmiechnięte buźki.

14:00

Jest i on! Pocztówkowy, trochę wyświechtany, ale powodujący iskierki w oczach napis. Stolica światowej kinematografii oraz dzielnica miasta. HOLLYWOOD! W końcu według niektórych zwiedzanie Los Angeles bez wizyty w tym miejscu zakrawa o zbrodnię. Docieramy do zbiegu ulic Lake Hollywood Drive oraz Wonder View Drive i stamtąd już niedaleko do wspaniałego widoku. Jeśli chodzi o jego historię, miał w swojej karierze wiele wzlotów i upadków. Początkowo miał zachęcać do osiedlania się na pobliskim osiedlu, dlatego też nazywał się HOLLYWOODLAND i był oświetlany przez 4000 żarówek! Kiedy osiedle stało się już zamieszkałe, napis właściwie spełnił swoją rolę i stał się bezużyteczny, przez co popadł w ruinę. Na szczęście z pomocą przyszedł Hugh Hefner, właściciel Playboya, który zorganizował zbiórkę na renowację literek, które stały się rozpoznawalne na całym świecie.

Nie dojeżdżamy na wzgórze ze sławnym napisem. Moim zdaniem napis większe wrażenie robi z daleka, a z bliska straci swój urok. Zatem czas na kilka zdjęć, fotek, selfie jak na prawdziwych podróżników przystało i można ruszać dalej.

16:00

Wjeżdżamy do centrum. Znalezienie parkingu zajmuje około pół godziny i zawsze warto wziąć poprawkę na takie przygody w samym środku wielkich miast. Swoje kroki kierujemy w stronę słynnego chodnika wzdłuż ulic Hollywood Boulevard oraz Vine Street. Aleja Sław, czyli Hollywood Walk of Fame ma w swojej kolekcji ponad 2600 gwiazd. Można zatem podeptać na przykład Kaczora Donalda, The Beatles, czy też Rihannę, co kto lubi. Oczywiście, że zrobiłem kilka zdjęć, nie mniej jednak nic specjalnego. Ot gwiazdy wmurowane w chodnik, w Krakowie pod Wawelem też mamy.

Odwiedzamy jeszcze kilka zakamarków drugiego co do wielkości miasta w USA. Zgłodniali udajemy się na obiadokolację do jednej z meksykańskich knajp, których zresztą w okolicy jest pełno. Odczuwając zmęczenie po nocnych przelotach wracamy do motelu. W drodze powrotnej przejeżdżamy jeszcze przez Beverly Hills. Jutro z rana kontynuujemy zwiedzanie Los Angeles, a do tego potrzebujemy energii i sił, dlatego póki co życzę wszystkim dobrej nocy.

Dzień 7 – 26 sierpnia

8:00

Wygląda na to, że zaczynamy naszą przygodę z zachodnim wybrzeżem tam, gdzie inni ją kończą, na plaży Santa Monica. To właśnie tutaj kończy się najbardziej znana droga w USA – Route 66! Jeszcze na nią wrócimy, tymczasem chcieliśmy podziwiać wschód słońca na kalifornijskiej plaży. Planowo pobudka miała być o 5:00, stąd też wczorajszy wczesny powrót do motelu. Niestety poranne mgły w połączeniu ze smogiem nie pozwoliły cieszyć się widokiem wschodzącego słońca na Santa Monica. Pozwoliliśmy sobie pospać dłużej i po śniadaniu na piasku ostatni raz spojrzeliśmy na Los Angeles. Oczywiście, że możemy zostać plażować, ale to nie w naszym stylu. Ameryka czeka!

10:00

Coś w tym jest, że po zobaczeniu NYC nic już nie będzie takie samo. Szczerze, Miasto Aniołów właściwie nie wywarło na mnie ogromnego wrażenia. Dobrze, że Monika nie zaplanowała tu dwudniowego pobytu, jeden dzień w zupełności wystarczy na zwiedzanie Los Angeles. Właściwie, jestem trochę zawiedziony. To miasto zawsze jawiło się jako coś niezwykłego. W rzeczywistości dla mnie LA to po prostu ogromne miasto z kilkoma znanymi miejscami. W jakiś sposób to na pewno wina NYC, po zobaczeniu którego żadne miasto nie zrobi tak wielkiego wrażenia, jednak odczucia pozostałych towarzyszy są podobne. Na szczęście spalona słońcem Kalifornia zapewnia wspaniały widok z pokładu samochodu. Po krótkiej wizycie w Mieście Aniołów wreszcie wkraczamy we właściwą część naszej przygody, podziwianie natury. Miasta miastami, ale Stany mają do zaoferowania przede wszystkim niepowtarzalne dzieła przyrody, które mamy zamiar zobaczyć. Jedziemy do Parku Narodowego Sekwoi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *