AUTOSTOPEM NAD MORZE! Z GÓR NA WOODSTOCK – CZĘŚĆ 3! Najniebezpieczniejszy autostop w życiu!

      A mama mi mówiła. Żebym uważał, że porwą, że do lasu wywiozą i zabiją. Przecież nie wiem do kogo wsiadam. Ale mamo, przecież ten ktoś też nie wie kogo zabiera. To działa w dwie strony. A zresztą, przecież nas jest dwóch…

Do Świebodzina poproszę!

Mikołaj
Mikołaj uzupełnia płyny podczas postoju.

      Z Zielonej Góry chcemy dostać się do Świebodzina. Pytamy w kilku sklepach, czy nie mają może jakiegoś kartonu. Dopiero po którymś razie orientuje się, że w sklepie mięsnym raczej kartonu nie znajdę. Cóż, człowiek uczy się całe życie. Nie wiem jak to jest, ale zawsze dostajemy karton po szesnastopaku puszek piwa. Aż głupio później kierowcy zostawić na pamiątkę, czy coś. Ale nie wybrzydzamy, dobre i to. O markery zatroszczyliśmy się przed wyjazdem. Napis wymalowany, idziemy na wylotówkę. Piękna, szeroka dwupasmowa jezdnia. Gdzieś w oddali majaczy okrągły znak z białym samochodem na niebieskim tle. Zgodnie z obowiązującymi przepisami nie możemy go przekroczyć. Droga ekspresowa nie jest dla autostopowiczów. Dlatego my usadawiamy się na wysepce ograniczającej wyjazd z pobliskiego lasu. Aby każdy kierowca wiedział, że jesteśmy podróżnikami, ustawiamy oparte o siebie plecaki frontem do kierunku jazdy samochodów. Takie wielkie plecaki naprawdę wzbudzają zaufanie.

 

Instynkt podpowiada, że…

      Po kilku minutach, około 200 metrów za nami zatrzymuje się samochód. Widocznie nie jesteśmy zbyt widoczni na dwukilometrowej prostej. To już powinno wzbudzić nasze podejrzenia. Ale nic. Biegniemy. Zdyszani dobiegamy do samochodu marki Renault. Wygląda na przynajmniej dwudziestoletni, ale jeździ. Instynkt podpowiada, że nie warto wsiadać, ale przecież głupio, kiedy biegło się taki dystans stwierdzić, że jednak dziękujemy. Pasażer z którym będę miał nieprzyjemność siedzieć na tylnej kanapie otwiera bagażnik. Pakujemy plecaki. W środku nie ma za dużo miejsca. Trzy osoby, do tego nasza dwójka. Trochę ciasno, ale najważniejsze, że jedziemy. Trafiamy na samochodową libację alkoholową. Teraz już wiem, dlaczego zatrzymali się spory kawałek drogi za nami. Nie ważne. Mimo nachalnych propozycji odmawiamy alkoholu. Możesz pomyśleć czytelniku, ale jak to? Dlaczego? Ale z was lamusy.

      Otóż niekoniecznie. Gdybyś tylko mógł zobaczyć ich facjaty. Trochę pijane, trochę bez zębów, trochę myślą nieskalane. Mówię jak jest. Przy pakowaniu plecaków czułem przygodę. Przy usadowieniu się na tylnej kanapie zacząłem się niepokoić. Na szczęście mimo wszystko kierowca wygląda na ogarniętego. Przed nami niecała godzina jazdy drogą ekspresową. Co może się wydarzyć? Kolejne ostrzeżenie nadchodzi szybko. „Chłopaki, nie macie nic przeciwko, żebyśmy pojechali bocznymi drogami?” Heh, ale przecież ekspresówka jest, po co bocznymi? Zapala się lampka. Mimo to asertywność gdzieś zgasła. „Wy tu prowadzicie także spoko, tylko żebyście nas bezpiecznie dowieźli na miejsce, hheehe.” „Przecież pod sam pomnik Jezuska was odstawimy, nic się nie bójcie.”

Najniebezpieczniejszy autostop w życiu!

      Gdy tylko zjeżdżamy z drogi szybkiego ruchu sytuacja się wyjaśnia. Odkręca się kolejna butelka alkoholu. „Na pewno nie chcecie? Wasza strata.” W tym momencie kierowca bierze kilka solidnych łyków. Gul.. gul.. gul… Mimo, że siedziałem, czułem jak ścina mnie z nóg. „Nic się nie bójcie, on tak zawsze, wprawiony jest.” Nie wierzę w to co widzę. Nawet gdybym chciał wysiąść, to przy prędkości 100 na godzinę trochę słabo. Atmosfera zaczyna się zagęszczać. W dodatku samochód jest pożyczony i wcale im go nie szkoda. Chłopaki postanawiają sprawdzić jaką prędkość maksymalną mogą osiągnąć. Na szczęście udaje nam wybić im ten pomysł z głowy. Gul.. gul.. gul… Mimo to pokonujemy trasę przy prędkości ponad 100 km/h. Wyprzedzanie na trzeciego? Bardzo proszę. Na wzniesieniu? Nie ma problemu. A może by tak ściąć zakręt? Och! Dlaczego by nie? Wielką frajdę sprawia im taka jazda. Gul.. gul.. gul… Mi z Mikołajem nie do końca. Widok alei drzew rosnących wzdłuż drogi tylko potęguje myśli o tym, że zaraz zginiemy.

Na spotkanie z Panem…

DSC_0058
Pomnik Chrystusa w Świebodzinie.

      Analityczny umysł zaczął obliczać. Jeśli kierowca wcześniej nie pił, bo do tego momentu ostały się w nim resztki rozumu, a alkohol zaczyna działać po około 20 minutach, a mamy do Świebodzina ponad pół godziny, to delikatnie mówiąc, możemy dotrzeć na spotkanie z Jezusem Chrystusem, Królem Wszechświata przed czasem. Nie uśmiecha mi się ten pomysł.

 

      Sytuacja wymyka się spod kontroli. Jeśli nie zginę tutaj, to zabije mnie mama po powrocie. Konflikt tragiczny. Widzę jak z każdą minutą Mikołaj robi się coraz bardziej blady. Warto zaznaczyć, że Mikołaj na co dzień jest blady. Takiego go jeszcze nie widziałem. Ciekawe jak ja teraz wyglądam. Te krople na mojej skroni nie są wynikiem działania temperatury. Prośby o wolniejszą jazdę skutkują sytuacją zupełnie odwrotną. Ten tir jadący z naprzeciwka tylko na chwilę ostudza ich zapał. Że też kurwa nie jestem na tyle asertywny, żeby powiedzieć, że mają nas tu wysadzić. Przecież jakoś to będzie. Dawno nie przerobiłem tyle zdrowasiek na minutę. „Dajesz! Dajesz! Ciśnij mordeczko, śmiało!” Zdrowaś Mario…

      Modlitwy zostają wysłuchane. Kierowca wpada na zbawienny pomysł: dokupić alkohol. Dziękuję Ci Boże. Zatrzymujemy się obok przydrożnego sklepu. Lepszej okazji nie będzie. Zrobiło mi się strasznie niedobrze. Akurat na postoju. Ale przypadek. „Ale co wy chłopaki, za 20 minut będziemy na miejscu. Przemek tylko kupi alko i jedziemy dalej.” Nie opanowałem jeszcze sztuczki wymiotowania na zawołanie. Na szczęście mówię o domniemanych dolegliwościach dość przekonująco. Puszczają nas. Żyjemy.

997

      Schodzimy z zasięgu ich wzroku. Nogi jak z waty. Ręce drżą. Przecież mogliśmy zginąć. Tysiące myśli. „Czekać aż odjadą? A jeśli będą nas szukać? Po co mają nasz szukać!? Nie wiem!” Zaszywamy się w murowanej budce przystankowej. „Gdzie dzwonisz? Na policję dzwonię! Jak na policję? Normalnie!” Przecież gdybym kilka dni później przeczytał w wiadomościach, że pijany kierowca zabił matkę z dzieckiem, nie wybaczyłbym tego sobie. Wystukuję numer. Dzwonię. Nie pamiętam całego numeru rejestracji. Wiem natomiast jaki samochód, jaka marka, skąd, dokąd jedzie, ilu pasażerów, wygląd, wiek, to w zupełności wystarczy. Centrala przyjmuje zgłoszenie.

Największy pomnik na świecie!

DSC_0044
Dotarliśmy!

      Gdy emocje już opadły, kontynuujemy swoją podróż. Łapiemy kolejne dwa stopy. Nie dajemy po sobie poznać, co się niedawno wydarzyło. Po drodze mijamy patrol policji. Ulga. Przed nami pośredni cel dzisiejszego dnia. Pojawia się znikąd. Zupełnie bez sensu. Dookoła pola i lasy. Generalnie równina. Nagle zza drzew wygląda wielki, betonowy posąg. Totalnie nijak. Chrystusa znad Rio widać z kilkudziesięciu kilometrów, a ten? Z kilkunastu. Bez sensu. Nawet nie można na niego wejść. Czuję się rozczarowany. Co prawda z bliska robi wrażenie. Nadal jest to ogromna konstrukcja, która przytłacza wszystko wokoło. Aczkolwiek wieje trochę megalomanią. Że Polacy też potrafią, że też mają wielkiego Chrystusa. Ba! Największego! Większego od tego z Rio de Janeiro. Trzydzieści trzy metry! Trzy metrowa pozłacana korona! No cudo! Tylko, że większy, nie zawsze oznacza lepszy. Chociaż dla fanów Władcy Pierścieni jest to nie lada gratka. Wygląda na to, że póki co Aragorn ma swój pomnik. Reszta drużyny musi jeszcze poczekać.

 

Jurku, za chwilę będziemy!

      Po przyjrzeniu się pomnikowi z bliska, przyszedł czas na dotarcie do celu, do którego dążę od trzech części wpisu na blogu. Woodstock. Z gór na Woodstock! Ustawiamy się niedaleko ronda, z którego kierowcy wjeżdżają na drogę ekspresową. Tę samą drogę, którą moglibyśmy dojechać pod pomnik. Ale pojechaliśmy trochę na około. Trochę z przygodami. Trochę nie było warto.

IMG_20150730_152750
Zaczynamy Woodstock!

      Ze Świebodzina zabiera nas para, która również wybiera się na najpiękniejszy festiwal świata. Całą drogę przegadujemy o Woodstocku. Ponieważ jest to nasz pierwszy raz na festiwalu, zadajemy mnóstwo pytań. Na każde otrzymujemy odpowiedź. Docieramy na miejsce. Jak na prawdziwego woodstockowicza przystało, autostopem! Udało się! Zrobiłem to! Teraz postaram się dowiedzieć, która wersja dotycząca festiwalu jest prawdziwa? Seks, alkohol i narkotyki? Czy miłość, przyjaźń i muzyka? O swoich odczuciach dotyczących Woodstocku opowiem w innym wpisie.

 

Jaki jest autostop?

      Zewsząd można natknąć się na relacje z podróży, w których świat jest kolorowy i pachnący. Szczególnie dla autostopowiczów. Miłe historie o ludzkiej życzliwości, o zaproszeniu na nocleg, o podarowaniu piwa. Podczas mojej podróży też tak było!  Nie opisałem tej historii, aby Cię wystraszyć. Chcę zwrócić uwagę na to, jakie niebezpieczeństwo niesie za sobą autostopowanie. Czy autostop jest bezpieczny? Nie, nie jest. Trzeba to jasno powiedzieć. Ale można to niebezpieczeństwo zminimalizować. Przede wszystkim nie warto podróżować samemu. Osobiście swojej córce nie pozwoliłbym jechać samej w podróż autostopem. Jeśli nie mamy z kim podróżować, a znajomi nie za bardzo są chętni na taką wyprawę, można poszukać kompana w internecie. Poniżej kilka przykładowych stron, na których można znaleźć towarzysza podróży:

http://parownik.autostopowicze.org/

http://www.autostopem.net/o-adverts.html

https://www.facebook.com/groups/podroznikposzukiwany/?ref=browser

      Nie chciałem nikogo wystraszyć, a wręcz przeciwnie. Chciałbym zachęcić jak i do autostopowania, tak też do zabierania autostopowiczów. Zawsze, kiedy opowiadam o całej podróży na stopa nad morze i z powrotem mam problem, czy ten dzisiejszy fragment opowiedzieć na początku i później próbować zacierać niesmak? Czy może opowiedzieć go na końcu i ściągnąć różowe okulary z oczu słuchaczy? Może wcale nie opowiadać i próbować przemycać tylko dobre historie? Mimo wszystko jednak, staram się podejść do sprawy rzetelnie i chronologicznie, bez zbędnych sztuczek. Takie historie po prostu się zdarzają i trzeba mieć to na uwadze.

Pamiętaj o instynkcie!

      Oprócz oczywistych rzeczy, takich jak podawanie swojego położenia swojej rodzinie, umieszczenie ksera dokumentów w kilku miejscach, w tym w plecaku towarzysza, warto zwrócić uwagę na inną rzecz. Instynkt. Każdy z nas go posiada. To przeczucie, które mówi nie idź tam, nie wsiadaj do tego samochodu, nie jedz tej ryby. Chyba, że jesteśmy w horrorze, wtedy nie tyle można, co trzeba wsiadać do samochodu z kierowcą, który od razu nie wzbudza zaufania. A więc instynkt. Osobiście jeśli czuję, że coś jest nie tak, mam jakieś podejrzenia, co do kierowcy, jego zamiarów, samochodu, nie wsiadam. Po prostu dziękuję i mówię, że w sumie to nie. Tylko tyle.

       Autostop

      Chociaż przejechałem autostopem ponad 5000 kilometrów, nie tylko po Polsce, od tamtej pory bardzo serio traktuję swój wewnętrzny głos. Od tamtej pory kilkukrotnie nie wsiadłem do samochodu. Bo po prostu tak czułem. Czy dobrze? Nie wiem i nigdy się tego nie dowiem. Wtedy, w Zielonej Górze tak nie postąpiłem. Mimo, że autentycznie na widok pasażera poczułem, że coś jest nie tak. Że może jednak nie warto wsiadać. Czekaliśmy w sumie niedługo i jeśli nie ten, to przyjedzie następny. Ale przecież nie wypadało już odmówić. Przecież. A mama mówiła…

One thought on “AUTOSTOPEM NAD MORZE! Z GÓR NA WOODSTOCK – CZĘŚĆ 3! Najniebezpieczniejszy autostop w życiu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *